Blog Przemysława Pacholskiego
28 października

“Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje” – wszyscy słyszeliśmy to przysłowie wiele razy. Rzeczywiście rozważając problem rannego wstawania pod względem produktywności pracy, ma to sens i jeśli mamy do wyboru pospać kilka godzin dłużej, lub wstać, wypić kawę i zrobić coś pożytecznego, wówczas absolutnie podpisuję się pod tym drugim rozwiązaniem.
Okazuje się jednak, że choć ranne wstawanie ma niewątpliwe zalety, nie dla wszystkich wydaje się ono optymalne. Niektórzy z nas właśnie wieczorem, mają ten najbardziej produktywny okres aktywności umysłowej – krótko mówiąc, po prostu pracuje im się lepiej. Jest to oczywiście w dużym stopniu zależne od osobowości i środowiska pracy, tym niemniej istnieją zajęcia, które wręcz wymuszają na nas nocne przesiadywanie nad projektem i powodują, że ranne wstawanie wydaje się mało praktyczne.
Jeżeli jesteś jedną z takich osób, ten artykuł jest właśnie dla Ciebie, gdyż zamierzam wskazać w nim kilka sposobów poprawy wydajności takiego trybu pracy. Tak czy owak, zapraszam do lektury i dyskusji.
Kiedy kilka lat temu pracowałem jako etatowy programista, tworząc jednocześnie serwis Odbitka.pl, przyjąłem metodę porannej pracy. Wstawałem zatem o godzinie 5.00 lub 6.00 nad ranem, piłem na rozbudzenie mocną kawę i do godziny 11.00 pracowałem nad własnym projektem, a następnie w samo południe rozpoczynałem pracę etatową, którą kończyłem pomiędzy 19.00 a 20.00.
Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że właśnie w środku dnia nachodziły mnie najróżniejsze spostrzeżenia, a czasami wręcz olśnienia dotyczące mojego projektu, których realizacja po prostu nie mogła czekać do następnego rana. Sam po prostu nie mogłem się doczekać momentu, gdy wrócę do domu i wdrożę do mojego systemu nowe pomysły.
W efekcie czas pracy w ciągu jednego dnia wydłużał się do 18-20 godzin, co po pewnym czasie zaczęło się dość negatywnie odbijać na zdrowiu, energii i koncentracji, nie wspominając, że ilość spożywanej kawy zdążyła ulec potrojeniu. Z czegoś zatem należało zrezygnować i analizując całą sprawę (szczególnie sytuacje, gdy o 22.00 siadałem na godzinkę i kończyłem po sześciu) postawiłem spróbować czegoś nowego, w postaci całkowitego przestawienia się na nocny tryb pracy, który realizuję do dziś.
Jeżeli jednym z tych ludzi i zauważasz, że lepiej pracuje Ci się podczas tych cichych wieczornych godzin, wówczas ranne wstawanie przed godziną 6.00 może być przyczyną notorycznego wyczerpania. Musisz zatem sporządzić sobie plan odpoczynku – chodzi mi głównie o czas snu. Jeśli możesz sobie pozwolić na budzenie się o nieco późniejszej porze, wówczas automatycznie możesz pozwolić sobie na pracę do późniejszych godzin nocnych, co oczywiście działa również w drugą stronę. Bazując na własnych doświadczeniach, w aspekcie długofalowym radzę przeznaczyć na sen minimalnie 4-5 godzin.
Zapotrzebowanie na sen jest naturalnie kwestią subiektywną, zatem musisz samemu określić minimalną ilość, która najlepiej sprawdzi się w Twoim przypadku. Ważne jest jednak, aby ograniczać sen stopniowo, powiedzmy skracać go co kilka dni np. po 30 min, aby nie spowodować szoku dla organizmu. W przeciwnym razie zaczniesz odczuwać ogromne zmęczenie i Twoja produktywność spadnie, a to może Cię bardzo szybko zniechęcić nie tylko do pracy nocnej, ale do pozaetatowej pracy w ogóle, a to mogłoby być dla Ciebie średnio korzystne.
Jeżeli już zaczniesz pracować do późna, pamiętaj aby ustalić wcześniej o której godzinie zamierzasz wstać, nawet jeżeli będzie ona nieco późniejsza. Zasada jest identyczna, jak w przypadku wczesnego wstawania. Chodzi po prostu o to, aby nie przesypiać za długo, zatem jeżeli pójdziesz spać o 5.00, ustaw sobie budzik (jeżeli pijesz dużo kawy, to dosyć głośny) np. na 10.00. Problem polega na tym, że chodząc późno spać, odczuwamy dużą pokusę przesypiania do późna, co wcale nie oznacza że po przebudzeniu człowiek czuje się bardziej wypoczęty. Wręcz przeciwnie, nadmiar snu powoduje często letarg i opieszałość w działaniu, przez co ciężko nam jest uzyskać zamierzoną produktywność (choć odpowiednia ilość kawy czyni cuda).
Nielimitowane spanie do późna potrafi również rozregulować Ci zegar biologiczny, co również potrafi upośledzić koncentrację i bystrość umysłu, nie mówiąc już o tym, że ciężko Ci będzie zasnąć o rozsądnej godzinie kolejnego wieczora. Mam ustawiony budzik na 7.50 i zauważyłem, że jest to moja optymalna godzina, gdyż mam wówczas średnio 4-5 godzin na sen, poza tym większość klientów na szczęście zaczyna dzwonić po godzinie 8.00, a do tego również dzień mi się zbytnio nie skraca.
Podobnie jak z ustaleniem godziny pobudki, ważne jest aby wyznaczyć sobie godzinę o której definitywnie położysz się do łóżka, a to już nie jest takie proste. Naprawdę nie potrafię zliczyć ile razy planowałem pójść spać kilka godzin wcześniej, niż to w efekcie uczyniłem. Działo się tak dlatego, że gdy pracuję w stanie dość wysokiej koncentracji, często tracę rachubę czasu, który w efekcie bardzo szybko mija. Do tego czasem udało mi się zepsuć system o godzinie 3.50 i trzeba było siedzieć dalej, do skutku - aż wszystkie stare i nowe funkcje ponownie zaczęły działać.
Jestem pewien, że nie jestem w tutaj sytuacji odosobniony. Tak czy owak, pomijając sytuacje awaryjne, jest niezmiernie ważne, aby pilnować godziny pójścia spać. Jest to szczególnie istotne w przypadku pracy przy komputerze, gdyż jasny ekran monitora może spowodować, że Twój mózg będzie podświadomie myślał iż za oknem nadal jest jasno.
Staraj się również wykorzystać tzw. cykle energetyczne. Pamiętaj że człowiek nie może pracować, nie robiąc żadnych przerw, gdyż albo będziemy faszerować się kolejnymi, coraz mocniejszymi filiżankami kawy, albo po prostu nasza produktywność będzie spadać. Dla mnie najbardziej produktywnym czasem jest 4-6 godzin po przebudzeniu się, oraz właśnie czas wieczorny, zatem podczas tych najbardziej produktywnych godzin, w miarę możliwości staram się realizować zadania o najwyższym priorytecie, a resztę czasu wykorzystać na mniej istotne czynności np. odpowiadanie na maile.
Podobnie jak osoby określane jako “ranne ptaszki”, które swoją największą produktywność osiągają podczas wczesnych godzin porannych, tak samo “nocne marki” mogą w zależności od predyspozycji osiągnąć równie dużą, a nawet większą produktywność wieczorem, ponieważ występuje wówczas o wiele mniej czynników rozpraszających takich jak: wizyty, telefony i emaile klientów, znajomi z gadu-gadu, gwar uliczny itp. Łatwiej jest się zatem oderwać od zgiełku i maksymalnie skoncentrować się na zintensyfikowanym umysłowo działaniu, którego nic nie będzie nam niepotrzebnie przerywać. Dobrym stymulantem może być tutaj również cicha, nastrojowa muzyka.
To już chyba wszystko. Mam nadzieję, że tych kilka wskazówek pomoże Ci określić taki plan nocnej pracy, który będzie dla Ciebie najbardziej korzystny. Pamiętaj jedynie, aby zmian nie wprowadzać radykalnie, a raczej stopniowo tak, aby nie wystawiać swojego organizmu na jakieś drakońskie próby i wówczas wszystko będzie dobrze.
Myślę że wystarczy na razie tekstów o wydajnym gospodarowaniu czasem i motywacji do działania, ponieważ zakładam, iż doskonale rozumiesz, że jeżeli chcesz cokolwiek osiągnąć, to musisz się temu bez reszty poświęcić. W następnym artykule powrócę zatem do głównej tematyki tworzenia i rozwoju własnej firmy.
Tak na marginesie, to jestem bardzo zadowolony z wyników wyborów, zresztą właśnie z ich powodu nie dałem rady wysmażyć nic twórczego na blogu w zeszłą niedzielę, za co mam nadzieję nikt urazy nie żywi, bo przynajmniej kratek na karcie do głosowania nie pomyliłem ;)
4 odpowiedzi do "Jak stać się wydajnym “nocnym Markiem” ?"
Czy kolega robi cokolwiek innego oprócz spania i pracy :) ?
Ja miałem podobny system ale nie sprawdza się. Lepiej nauczyć się wstawać między 8-9 rano i kłaść się spać nie później niż o 24. Lepsza od kawy w czasie dnia jest 1h drzemka. Ja po takiej drzemce czuje się jak nowo narodzony. Nie znam osoby, która jest wstanie spać tylko 4-5 h non stop. Co prawda niektórzy się zarzekali, że się da a potem po 2 tygodniach musieli odespać po 14 h. Ogólnie z moich doświadczeń wynika kilka spostrzeżeń. Lepiej programować góra 6h dziennie niż siedzieć po nocach. Człowiek mimo, że mniej pisze to robi to wydajniej. Po prostu jest coś takiego, że lepiej przy pojawieniu się problemu nic nie pisać tylko myśleć, np. na spacerze. To daje lepsze skutki niż siedzieć do 3 nad ranem i poprawiać. Jeszcze jedna uwaga. Dobrą praktyką jest uczyć się, co jest trudne, nie gnać do komputera jak wymyśli się coś nowego. No i dzielić czas kilka h programować, potem spacer, basen, rodzina. To naprawdę daje lepsze rezultaty. U mnie się sprawdza :)
Nie kwestionuję potrzeby odpoczynku. Bardzo chętnie bym sobie zrobił jakieś, choćby 3-dniowe wakacje, których nie miałem od ponad 4 lat :(
Na opisany przez Ciebie tryb pracy nie mogę sobie zbytnio pozwolić, gdyż od rana do późnego wieczora trwa festiwal życzeń w postaci telefonów z najróżniejszymi trafnymi i tymi mniej trafnymi pomysłami klientów, z którymi muszę się uporać. Do tego dochodzą spotkania, prezentacje i biznesowe kolacje, więc naprawdę ciężko w tym czasie o skupienie.
Druga sprawa jest natury wewnętrznej i po prostu przyzwyczaiłem się już do intensywnej pracy i olbrzymich ilości kawy każdego dnia i po prostu nie mogę siedzieć i nic nie robić.
Przyzwyczaiłem się również do tego, że jestem za tę postawę notorycznie krytykowany, tak więc spoko. Kluczem jest to, aby robić to, co się lubi. Wówczas możesz pracować n-godzin i nie odczuwasz takiego zmęczenia, jak przy wykonywaniu czynności które wywołują u Ciebie umiarkowany entuzjazm.
Odpowiadając na Twoje pytanie, oprócz pracy i spania chodzę jeszcze na siłownie i czasem pojawiam się na uczelni, choć w tym semestrze na szczęście zajęć nie prowdzę ;)
Ciekawe obserwacje. Polecam lekture aktualnych publikacji naukowych związanych z nocnymi markami - http://hal.psych.uw.edu.pl/nowykatalog2006.cgi?co=kurs&kurs=2581 , http://hal.psych.uw.edu.pl/nowykatalog2007.cgi?co=kurs&kurs=1182.
Jeśli chodzi o długość snu - faktycznie 3 cykle REM (1,5h każdy) mogą wystarczać, ale zwłaszcza dla dużej kreatywności polecałbym jeszcze 1 cykl (czyli łącznie 6-6,5 godzin snu). Niezależnie od wszystkiego, ustawienie budzika na środek cyklu REM spowoduje ogromny spadek wydajności :)
Szczerze mówiąc mnie też napady geniuszu zdarzają się pod wieczór i mam wrażenie że spora część poranka jest mi potrzebna na tzw.”rozpęd”.
Dawniej zdarzało mi się często przekładać to co mam do zrobienia z wieczora na następny dzień , w większości przypadków ze skutkiem mniej niż zadowalającym, a dodatkowo z ozorem na brodzie, bo dojmujące przekonanie,że na pewno nie zdążę kwitło w mojej głowie od momentu przebudzenia.
Co do wakacji - po dwóch latach BEZ wybrałam się NA.
Efekt był taki że przez pierwszy tydzień z uchem przyklejonym do telefonu załatwiałam rozmowy z klientami na odległość (co jest trochę trudne jak się aranżuje wnętrza) ,a po dwóch tygodniach,kiedy umiarkowanie zrelaksowana wróciłam do pracy, potrzebowałam jakichś 7 - 8 dni żeby znów wydajnie udzielać się zawodowo.
Abstrachując od tematu - miło cię widzieć i czytać po tylu latach przez które zakodowałam sobie Pana Pacholskiego jako bezczelnego gówniarza,który się ze mnie nabijał podczas recytowania wierszyka w pierwszej klasie podstawówki. (subiektywnie muszę pogratulować ci “Odbitki” bo nie widziałam tego zdjęcia z balu przebierańców już chyba 10 lat). Pozdrawiam serdecznie.
Dodaj komentarz