Blog Przemysława Pacholskiego
28 stycznia

Dzisiejszy artykuł jest poniekąd pisany na specjalne zamówienie koleżanki, która twierdzi, iż posiada pewne problemy ze sprawnym organizowaniem swojej pracy. Z obserwacji i zasłyszanych historii wiem (zresztą nie jest to żadną tajemnicą), że jest to niestety dość powszechny problem.
Zastanówcie się, ile razy sami mieliście trudności ze skleceniem, uporządkowaniem, a następnie z realizacją planu zadań na dany dzień, tydzień, czy miesiąc. Mam nadzieję, że niniejsza analiza podsunie Wam kilka wartościowych pomysłów, które z powodzeniem będziecie w stanie zastosować każdego dnia zarówno przy planowaniu pracy, jak i realizacji niniejszego planu.
Na przestrzeni ostatnich lat próbowałem wielu metod, które miały być odpowiedzią na pytanie: w jaki sposób ustrukturyzować i usystematyzować codzienną pracę, aby zwiększyć jej produktywność, czyli po prostu robić więcej w jak najkrótszym czasie. Najlepszą techniką, z jaką się spotkałem jest stworzenie listy zadań do realizacji w danym okresie. Cała zabawa polega na atomizacji, a więc dzieleniu złożonych procesów na mniejsze, odpowiednim szeregowaniu zadań względem ich istotności, oraz śledzeniu przebiegu naszej pracy. Technika ta ma wiele wspólnego z popularną ostatnio metodologią „Get Things Done”, która jest materiałem na przynajmniej jeden oddzielny artykuł.
Choć z początku podchodziłem do tego tematu dość sceptycznie, zaraz po tym jak zacząłem stosować listy zadań (tzw. „Todo List”) zauważyłem, iż praca autentycznie przebiega sprawniej i szybciej, a więc zapewniam Was że ta metoda działa. W dzisiejszych czasach otaczają nas komputery i listę zadań do wykonania możemy utworzyć w dowolnym edytorze tekstu, czy też jeszcze lepiej, w arkuszu kalkulacyjnym lub innym dedykowanym programie (z powodów, które przedstawię za chwilę). Sposób jej realizacji jest jednak mniej ważny, istotna jest za to sama idea.
Ponieważ zawodowo zajmuję się programowaniem aplikacji internetowych, najbardziej naturalnym sposobem realizacji złożonego przedsięwzięcia, np. opracowania architektury aplikacji, jest zastosowanie tzw. managera projektu (np. Microsoft Project, lub Basecamp), w którym dzielę całe złożone zadanie na poszczególne zadania, składające się z kolejnych etapów realizacji. Mimo iż manager projektu doskonale pilnuje realizacji zadania i umożliwia np. zliczanie czasu jego realizacji, w pewnym aspekcie pozostałem tradycjonalistą i na początku każdego dnia, przepisuję sobie zadania przeznaczone do realizacji z ekranu na kartkę papieru. Dlaczego mając do dyspozycji tak zaawansowane narzędzie, wykorzystuję retro-technologię w postaci papieru? Otóż uwierzcie mi, że ma to pewien aspekt psychologiczny i moment, w którym jednym zamaszystym ruchem wykreślam zadanie z naszej listy, należy do najprzyjemniejszych.
Zauważyłem, że im trudniejszy w realizacji był dany etap i im większą mam satysfakcję z jego ukończenia, tym bardziej wyżywam się na nim, niemiłosiernie jeżdżąc po nim długopisem, zatem coś w tym musi być (potrzeba odreagowania?). Polecam Wam wypróbowanie mojej prostej metody wyżycia się na zrealizowanym etapie, zanim przejdziecie do realizacji kolejnego. Nie będę już więcej stosował komputerowych odniesień, a to jedno było mi potrzebne, aby lepiej oddać klimat potrzeby zachowania niewielkiego tradycjonalizmu oraz aby usprawiedliwić moje, być może mało ekologiczne podejście do sprawy, biorąc pod uwagę zużycie papieru ;) Stworzenie listy to jednak nie wszystko. Często zdarza się, iż nie starcza nam czasu na realizację wszystkich zadań zaplanowanych na dany czas, potrzebujemy zatem opracować pewien schemat.
Moja metoda jest prosta. polega na odpowiednim uporządkowaniu listy względem istotności poszczególnych zadań. Następnie należy zastanowić się nad odpowiednim przydzieleniem tym zadaniom zasobów czasowych w celu sprawnego zarządzania czasem, jak również monitorować postępy i w choćby minimalnym stopniu wynagradzać się za realizację każdego kolejnego etapu.
Ustalanie priorytetów poszczególnych zadań
Załóżmy, że mamy już sporządzoną listę zadań w arkuszu kalkulacyjnym, edytorze tekstu, na kartce papieru, w kalendarzu, palmtopie, gdziekolwiek. W pierwszej kolejności musimy określić, które z zadań są najważniejsze dla powodzenia całego przedsięwzięcia i właśnie na nich skoncentrować się w pierwszej kolejności. Tutaj bardzo przydatna okazuje się zasada włoskiego ekonomisty Vilfredo Pareto, która mówi, iż 20% czegokolwiek generuje 80% rezultatów. W przypadku realizacji zadań z naszej listy, oznacza to iż 20% najważniejszych zadań z naszej listy będzie ostatecznie stanowiło 80% wartości przedsięwzięcia. O zasadzie Pareto napiszę wkrótce nieco szerzej (być może nawet poświęcę jej cały artykuł), gdyż ma ona uniwersalne zastosowanie w wielu aspektach codziennego życia.
Wracając do ustalania priorytetów, Brian Tracy proponuje metodę oznaczania zadań literami od A do D. Litera A oznacza najważniejsze zadania do wykonania w pierwszej kolejności. Literą B oznaczamy zadania istotne, jednak nieco mniej pilne. Litera C służy do opisania zadań, które są zarówno mało istotne, jak również ich realizację możemy nieco odłożyć w czasie. W końcu literą D oznaczamy zadania, które powinniśmy komuś zlecić, zresztą możemy w tym przypadku wykorzystać prostą mnemotechnikę: literę D skojarzyć ze słowem „delegować”.
W chwili obecnej doszedłem do takiej rutyny, że przepisując zadania do wykonania z managera projektu na papier, intuicyjnie ustawiam je w odpowiedniej kolejności względem istotności i nie stosuję już literek. Tutaj jednak jest trochę inaczej, gdyż najczęściej etapy są od siebie zależne i nie jest możliwa realizacja kolejnego zadania, bez ówczesnego zakończenia innego. Kiedy jednak jeszcze literki stosowałem, dość szybko zauważyłem, że zadania z mojej listy oznaczone literami C i D prawie nigdy nie były realizowane. Jednocześnie, czasami jakoś dziwnie powiększała się lista zadań oznaczonych literami A i B, zatem radzę zwrócić uwagę, aby oszacowania istotności każdego z nich dokonywać jak najbardziej rzetelnie.
Zarządzanie czasem wykonywania zadań
Okazuje się, iż nawet gdy mamy już gotową listę, uszeregowaną od zadań najbardziej istotnych do tych najmniej ważnych, to nadal jest za mało. Potrzebujemy jeszcze wskaźnika określającego prognozę czasową, a więc po prostu czas, jaki będziemy musieli przeznaczyć na realizację poszczególnych zadań. Polecam tutaj skorzystanie z wyspecjalizowanego programu do zarządzania czasem, np. z managera projektu, lub choćby arkusza kalkulacyjnego, dzięki czemu będziecie w stanie zarówno w dość prosty sposób przypisać czas do odpowiednich zadań (najczęściej w postaci oddzielnej kolumny), jak również określić całkowity czas, jaki planujemy przeznaczyć na realizację danego przedsięwzięcia. Warto tutaj zwrócić uwagę, iż prognoza wcale nie musi okazać się trafna, gdyż nie zawsze uda nam się wszystko zaplanować i przewidzieć. Najczęściej w trakcie realizacji naszych zadań pojawią się okoliczności, które skutecznie ten czas wydłużą. Smutne to, ale jakże prawdziwe, zatem należy być na to przygotowanym, ale pozostańmy optymistami.
Manager projektu ma tę miłą cechę, że zlicza faktyczny czas realizacji każdego etapu, co następnie możemy porównać z naszą prognozą, badając ich korelację. Jeżeli nie posiadacie podobnego oprogramowania, dobrym sposobem jest zapisywanie sobie przy konkretnych zadaniach zarówno czasu rozpoczęcia, jak i czasu zakończenia jego realizacji. Pozwala to na śledzenie, a także poprawę własnej wydajności. Dodatkowo, kiedy poznajemy swoje możliwości i mierzymy wydajność pracy, nasze prognozy czasowe dla kolejnych zadań stają się coraz dokładniejsze.
Osobiście zaobserwowałem, iż przy moim standardowym 16-sto godzinnym dniu pracy, około 3 godzin w ciągu dnia zajmują mi najróżniejsze przerwy na trywialne sprawy typu: posiłki, telefony, maile, nieoczekiwane odwiedziny, a także niespodziewane problemy, czy nawet sytuacje kryzysowe, których nie dało się wcześniej przewidzieć. Już na pierwszy rzut oka widać, iż odliczając te wszystkie przerwy, pozostaje ok. 13 godzin wydajnej pracy, poświęconej realizacji zadań z mojej listy.
Często dzieje się tak, że naszą listę musimy odświeżyć i zmienić kolejność zadań, lub ich priorytety, gdyż ze względu na zaistniałe okoliczności, nagle jedno zadanie może okazać się znacznie ważniejsze od drugiego, choć początkowo oznaczyliśmy je inaczej. Podczas pracy staram się na bieżąco aktualizować moją listę tak, aby zgodnie z zasadą Pareto, zawsze w pierwszej kolejności realizować najbardziej istotne zadania.
A little reward is the key
Jak wiemy, nie jesteśmy robotami i choć usystematyzowanie pracy i realizacja jej w poczuciu pilności jest niezwykle istotnym elementem służącym maksymalizacji naszej produktywności, mam oto radę: nawet jeżeli nie uda się Wam zrealizować wszystkich zadań wytyczonych na dany dzień, starajcie się nie obwiniać i nie koncentrować na zadaniach niezrealizowanych, a raczej nauczcie się cieszyć z tego, co udało się Wam osiągnąć. O potrzebie niewielkiego wynagradzania się pisałem już w poprzednim artykule traktującym o realizacji postanowień noworocznych, jednak myślę, że i tutaj wspomniany mechanizm świetnie zda egzamin.
Za każdym razem, gdy zakończycie pewien istotny etap swojej pracy, pozwólcie sobie niewielką przyjemność. To może być szybkie sprawdzenie skrzynki pocztowej na Naszej Klasie (o ile serwer nam na to w ciągu dnia pozwoli), wysłuchanie wiadomości w radiu, przerwa na lekki posiłek, a na koniec dnia jakiś dobry film itp. To działa i autentycznie pomaga nam wytrwać w motywacji szczególnie w początkowym okresie, zatem polecam.
Wypracuj swój własny system pracy
Podczas pracy starajcie się obserwować czas, jaki udaje Wam się codziennie poświęcić na wydajną pracę zgodną z listą zadań, jak również postarajcie się określić pory dnia, w jakich jesteście najbardziej wydajni i właśnie wówczas realizujcie najważniejsze zadania. Po jakimś czasie wypracujecie własny system pracy, który dodatkowo spotęguje waszą wydajność i pozwoli jednocześnie załatwić więcej spraw w mniejszej ilości czasu.
To chyba wszystko, co przychodzi w chwili obecnej do głowy, zatem radzę zastanowić się nad zastosowaniem tej niewielkiej metody oraz do wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Jak zawsze bardzo interesują mnie Wasze opinie na ten temat i chętnie włączę się w polemikę.
Życzę wydajnych list zadań i efektywnej pracy! Do usłyszenia ;)
12 odpowiedzi do "Sposoby skutecznej organizacji pracy"
Bardzo ciekawy artykuł, aczkolwiek Przedstawia Pan to wszystko bardzo ogólnie. Liczę publikację (ew. publikacje) traktujące szerzej o GTD. Mimo, że już jakiś czas o tym słyszałem (a także czytałem), to nadal wiem mało, a wydaje mi się, że owa technika bardzo pomaga. Może Pan powiedzieć, jakie planuje Pan publikacje na najbliższy czas (mówię o blogu rzecz jasna :)
Jeżeli chodzi o wpisy, to nie mam tutaj dalekosiężnego planu publikacji. Kiedy podczas pracy przyjdzie mi do głowy coś wartego odnotowania, np. uda mi się rozwiązać jakiś problem, wówczas pojawia się zamysł opisania zagadnienia w kolejnym wpisie.
Ponieważ jest Pan drugą osobą, która prosi o doprecyzowanie samego GTD, naturalnie mogę to zrobić w kolejnym wpisie, który planuję już (albo aż) za tydzień ;)
Och, dziękuję za wysłuchanie głosu ludu :). Ponoć sprawdza się znakomicie (GTD), jednak ja ową technikę znam tylko z teoretycznej strony, bez praktyki, a właśnie najbardziej interesuje mnie praktyka ;)
A jaki soft polecasz? Basecampa znam, ale o MS Project tylko słyszałem - jest sens go stosować? Może jeszcze znacie jakieś inne narzędzia?
Sorki za opóźnienie - mam tu prawdziwy kocioł.
Basecamp jest dość dobry, bo rozproszony i dla niewielkich projektów darmowy.
Microsoft Project to raczej indywidualny, konsolowy project manager, zatem praca grupowa jest dość utrudniona (choć może o czymś nie wiem).
Polecam jednak sprawdzenie następujących rozwiązań internetowych:
http://www.easyprojects.net/
http://www.projectdesk.net/
http://www.projectplace.com
http://www.aceproject.com/
Osobiście jednak skłaniałbym się ku Basecampowi, gdyż moja zaprzyjaźniona firma z Chicago bardzo sobie go chwali, jeżeli chodzi o pracę w dużej grupie.
Miłej pracy!
Może trochę bezczelnie, ale jak idą prace nad kolejnym artykułem? Nie mogę się doczekać ;)
Proszę o jeszcze chwilę cierpliwości. Artykuł powstanie w ten weekend.
Za opóźnienia przepraszam, ale planujemy wraz z moim wspólnikiem kilkudniowy wyjazd do U.S. w interesach, a przez to mamy tutaj urwanie głowy w związku z przygotowaniami i dopieszczaniem projektów.
Duże usprawnienie daje znalezienie dobrego terminarza papierowego. Nie wiem czy wiecie, ale kartka dobrego terminarza podzielona jest na trzy części. Po lewej - godziny danego dnia, po 1-2 linijki na każdą (poza weekendami). Po prawej - miejsce na listę zadań wraz z ich priorytetami, zwykle podzielona na dwie części - zadania oraz spotkania. Na dole - miejsce na notatki.
Mój system polegał na wpisywaniu zadań na dany dzień najpierw po prawej. Każde zadanie miało numer.
Przypisanie zadania do godziny (np. spotkanie) realizowałem przez wykreślenie pionowej kreski po lewej, która swoją wielkością obejmowała ile czasu zadanie ma zająć, obok wpisywałem numer zadania.
Przed rozpoczęciem danego dnia przypisywałem godziny do zadań, które były wpisane na dany dzień a nie miały określonej jeszcze godziny (metoda dużych kamieni), niektóre zostawały nieprzypisywane. Obok każdego zadania robiłem minusik. Po zakończeniu dnia obok zrealizowanych zadań stawiałem plusiki. Zadania, których nie udało się zrealizować - musiałem przepisać na inną kartkę (inny dzień).
W skali miesiąca łatwo wtedy zapanować nad listą rzeczy, które wciąż nie udaje się zrealizować (widać je na kolejnych kartkach) oraz można szybko sie wyuczyć szacowania czasu trwania zadań.
Ja zamiast taki terminarz kupować, sam robie codziennie listę ToDo, na przygotowanej przez siebie, prowizorycznej kartce :). Ale jeśli ktoś chce mieć w miarę “profesjonalne listy”, to wydaje mi się, że strona: http://www.diyplanner.com/ jest warta polecenia. Są tam różne wersje, od codziennych list ToDo, przez tygodniowe, miesięczne, roczne do list kontaktów. Szczerze polecam.
[…] chwilę na niniejszy artykuł, będący jak gdyby kontynuacją poprzedniego, traktującego o Sposobach skutecznej organizacji pracy. Tym razem nieco bardziej zagłębię się w metodologię Getting Things Done (GTD), a dokładnie w […]
[…] jest klasyfikacją dość zgrubną (nieco szerzej odniosłem się do tego tematu w artykule “Sposoby skutecznej organizacji pracy”), to myślę że w kontekście, który mam zamiar opisać całkowicie wystarczy dla zaprezentowania […]
[…] tą metodą. Polecam konsekwentną realizację listy zadań, o której pisałem w artykule “Sposoby skutecznej organizacji pracy“. Jeśli nie posiadasz takiej listy, to jest to dobry moment, aby ją stworzyć. Rozpisz […]
Dodaj komentarz